środa, 18 stycznia 2017

018. Two bodies.

  
 - Tara, co cię dziś ugryzło? - rzuciła krótko Eveline, wpatrując się w Tarę pożerającą kolejnego giga hamburgera. Mogłaby przysiąc, że McTudy zjadła dziś więcej niż Big Show.
   - Jak się stresuję, to jem - odpowiedziała Tara, biorąc kolejnego, ogromnego kęsa. Tym razem miała bluzkę nie odsłaniającą brzucha, więc mogła jeść do woli, tłuszczyk przykryty był pod materiałem.
   - Widać, że dużo się stresujesz - przechodzący obok Ambrose uszczypnął Tarę pod boczki. Zaledwie ułamki sekundy sprawiły, że Tara nie złapała jego ręki w pół i mu jej nie wyłamała. A było to wyjątkowo dziwne, bo aż tak brutalnie Tara już dawno nie reagowała na zaczepki Deana. Tym dziwniejsze było to, że Tara nie odpowiedziała, a tylko rzuciła wrogie spojrzenie w stronę Ambrose'a. I gdyby wzrok mógł zabijać, Ambrose już by nie żył.
    Eveline westchnęła tylko ciężko. Nie czuła się dziś najlepiej. Wywiad w pre-show poszedł jej i Tarze dość dobrze, choć chwilami męczyła ją tendencja Renee do przypominania wszem i wobec, że to ich ostatnia wspólna walka. Po powrotcie z wywiadu, musiała iść się przewietrzyć, po drodze zauważając Setha, nasypującego proszek z orzechów do butów Big Showa, wtedy wiedziała, że już nic jej dziś nie zdziwi.
    - Co ty odwalasz? - spytała wtedy Setha, ale minę miał tak zażenowaną, że strach go było o cokolwiek pytać. 
   - To, co obiecałem Mizowi - odwarknął w odpowiedzi, a Eveline uznała, że nie warto pytać o więcej. 
   Odeszła więc w tył, gdzie Orton razem z Ceną, popalali fajki przy parkingu. Nigdy z żadnym z nich wiele nie rozmawiała, a i nie była palaczem, więc postała tylko niedaleko. Z samej rozmowy i tego, co udało jej się posłuchać, uznała, że jest jeszcze parę osób niezadowolonych z brand splitu, a wśród nich chociażby właśnie John i Randy. Randy był wściekły, bo rozdzielono go od jego jedynego przyjaciela- Ceny, a sam John obgryzał paznokcie, jak nie całe palce ze stresu, gdy myślał o tym, że jego Nikki zostanie sama w innym brandzie wśród chordy napalonych facetów.
   Najgorszy moment przyszedł jednak, kiedy to Eveline po powrocie na halę, dowiedziała się, co stało się Romanowi. Niemal natychmiast pobiegła do jego garderoby, jednak ta była pusta. Okazało się, że jest w punkcie opatrunkowym. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, by wiedziała, że to nie najlepszy pomysł na rozmowę. Starała się jeszcze rzucić mu jakieś pocieszające słowa, ale nie była w stanie, Roman spławił ją i zniknął za drzwiami szatni. Nie można by rzec, że serce Eve krajało się, bo, do cholery, tak nie było. Relacja łącząca ją i Romana była tak świeża, że nawet nazwanie jej związkiem, to o wiele za dużo. Fakt był jednak, faktem, że zrobiło jej się trochę przykro. Jednak Eveline nie była Tarą i zjawisko empatii było jej znane. Eve wiedziała, że Romana nie bolą odniesione rany fizyczne, lecz boli go jego duma. Cała rodzina go zdradziła i to w tak okrutny sposób.  Rodzina Anoa'i zawsze trzymała się razem... Roman jej już opowiadał, jak to mieszkał z Usosami, Taminą i The Rockiem w jednym domu, gdzie wyprawiały się szaleństwa nie z tej Ziemi... A teraz wszyscy byli przeciwko niemu.
   Eveline nie umiała sobie nawet tego wyobrazić. Ale wiedziała, kto był w stanie. Tara najwyraźniej doskonale to rozumiała, bo po opowiedzeniu jej wszystkiego, czuła, że jest jej autentycznie Romana żal. A to zdarzało się żadko, bowiem Tara nie była wielką fanką Romka, żeby nie powiedzieć, że go po prostu nie lubiła. Ale o ile Eveline się orientowała, Tara dalej miała zero kontaktu z rodzicami, to trochę tłumaczyło tą dziwną nić porozumienia z Reignsem. 
   - Osz ty w dupę - jęknęła Tara, wpatrując się w ekran.
    Big Show właśnie padł na swoje cztery litery z łoskotem i mocno zaczął drapać się po łydkach, wręcz zdzierając sobie skórę swoimi grubymi palcami. Czyżby uczulenie na orzechy? Miz, ty szczwany lisie... Punk wyraźnie nie widział co się dzieje, stojąc osłupiały na środku ringu. Miz za to razem z Maryse zaśmiewał się w najlepsze w narożniku. 
   Mark Henry swoim ociężałym krokiem wtargnął na ring, szarpiąc Big Showem, by ten wziął się w garść. Na ringu zapanował harmider. Sędzia próbował odciągnąć Henry'ego do narożnika, Maryse dalej kpiła z gigantów, Miz krzyczał w stronę Punka, co ma robić, a AJ jak gdyby nigdy nic w podskokach okrążała ring. Nagle Big Show, mając dosyć nawoływać Marka, złapał swojego drużynowego partnera za szyję, swoją ogromną łapą miażdżąc mu krtań. Miz, ty geniuszu! Niemożliwe, ale zanim Mark Henry przyjął do wiadomości, co się dzieje, Big Show wykonał na nim potężny chokeslam, rozkładając go na łopatki. Show spojrzał jeszcze wściekłym wzrokiem na Henry'ego, po czym ze łzami w oczach, ciągle się swędząc, zszedł po rampie na backstage.
   Punk dalej stał jak urzeczony, nagle jednak chyba uświadomił sobie, co się dzieje, bowiem skoczył na opasły brzuch Henry'ego, niemal tonąc w nim. Sędzia, nie do końca wiedząc, co w tej sytuacji zrobić, zaczął odliczać. Raz, dwa, trzy! I koniec... Głośna piosenka The Cult of Personality rozlała się po arenie, ku uciesze szalejącej na trybunach widowni.
   - No nie, Ci dwaj to zawsze coś wymyślą! - krzyknął równie zszokowany Dean, a Tara spojrzała na niego jak na najgorszą bakterię.
   - O co ci chodzi, Tara? Co on ci zrobił? - spytała zdezorientowana całą sytuacją Eveline, dalej nie dowierzając w szczęście Punka. Lub może w inteligencję Mizanina.
   - Nic, jest dupkiem i tyle - warknęła Tara znad swojego świeżo zamówionego Taco.
   - Czy to ma jakiś związek z tym Apocarose? - Eveline podniosła brwi zawadiacko, na co dostała silną sójkę w bok od przyjaciółki.
   - Za kogo ty mnie uwarzasz? Nie! - odparła szybko Tara, ale to zaprzeczenie jakoś nie przekonało Eveline. Czuła, że coś się pod tym kryje. 
   - Ej, czy to nie my walczymy po przerwie reklamowej? - spytała, by zręcznie zmienić temat, co wyraźnie uspokoiło McTudy.
   - Rzeczywiście, powinnyśmy już iść pod rampę - zauważyła Tara, wstając od stolika i zostawiając swoje niedojedzone taco. Wychodząc rzuciła Ambrose'owi jeszcze jedno gniewne spojrzenie.

   Tara westchnęła, wchodząc do pokoju chłopaków. Prawda prawdą, że Steph już dzień po drafcie przedstawiła im nowe przydziały w autobusach, jednak Shane znów coś spaprał. Co znaczyło, że busy RAW już od paru dni były dostępne dla zawodników, by mogli się tam zadomowić, za to z busami SmackDown coś poszło nie tak i dostępne miały być dopiero niedzielnej nocy na gali. 
   Bądź co bądź, nie robiło to wielkiej różnicy. Dla Tary tak było nawet lepiej. Sam fakt, że miała dzielić pokój z Nikki Bellą i Paige doprowadzał ją do nerwicy. Nikki była chyba najbardziej sztuczną i zapatrzoną w siebie gwiazdeczką w rosterze. Nie liczył się dla niej wynik walki, najważniejsze, żeby o niej mówiono. Tara ani przez chwilę nie dała się nabrać na jej pseudo miłość do Johna Ceny. Za to z Paige nie było lepiej. Na codzień była co prawda w miarę przyjemna, małomówna i spokojna, jednakże perspektywa całodniowych przesiadywać tego walniętego meksykanina- Del Rio w ich busie też nie była zachęcająca.
   Tara weszła do pokoju chłopaków, bo nie była w stanie wytrzymać sama w towarzystwie swoich czterech ścian. Seth, Becky, Eveline i Roman już przedwczoraj wyprowadzili się w całości do swoim busów. A McTudy nienawidziła samotności.
   W sumie sama nie wiedziała, czego oczekiwała wchodząc tu.W sumie został tu tylko Punk i Ambrose, czyli osoby o delikatności papieru ściernego. Lepsze jednak takie towarzystwo, niż żadne.
   - Kto tam? - zawołał niemrawym, zachrypniętym głosem Dean. Tara aż wzdrygnęła się w progu pokoju. Ten głos był taki przepełniony goryczą.
   - To ja, Tara.
  Przez chwilę odpowiedziała jej tylko cisza, jednak Ambrose w końcu obrócił się na drugi bok, spoglądając w jej stronę. Dopiero ten ruch pozwolił Tarze zidentyfikować położenie Ambrose'a w zaciemnionym pokoju.
   - Przyszłaś się pośmiać? - spytał, głosem wyraźnie zdartym przez... płacz? Rozgoryczenie? Żal? Ból? - Proszę bardzo, śmiej się do woli.
   Tarze przez chwilę zrobiło się głupio, że zawraca Ambrose'owi głowę w takiej chwili. Szybko jednak doszła do wniosków, że Ambrose nie miałby skrupułów zawracać głowy jej, jeśli to ona straciłaby pas tej samej nocy.
   - Nie - odparła i podeszła do jednego z wolnych teraz łóżek. Po zapachu prześcieradła przesiąkniętego męskim perfumem, rozpoznała, że to pewnie łóżko Rollinsa. - Przyszłam tu spać. 
   - Chyba oszalałaś! - prychnął Ambrose. Znów przybrał ten swój cinninatowski, brukowy akcent. Tara dobrze znała ten głos, tak mówili wszyscy nadziani kolesie z Detroit, próbujący pokazać, jakimi to oni nie są kozakami. 
   Tara spojrzała na Deana jak zbity pies. Ostatnie, czego chciała to wrócić teraz do pokoju. Czułaby się tam jeszcze gorzej, niż teraz w towarzystwie Ambrose'a. Potrzebowała mieć przy sobie kogoś. Stres przed jutrzejszą galą nie dawał jej spać.
   - Daj spokój, Punk nie będzie miał nic przeciwko - rzuciła brunetka, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę jest sama z Ambrose'em w pokoju.
   - Jego nie ma. Wybył dziś do AJ. Ale ja jestem i się nie zgadzam - odparł stanowczo Ambrose, a Tara westchnęła ciężko. Ten ton nie znosił sprzeciwu, będzie musiała wrócić do siebie. 
   Spuściła wzrok i zaczęła zmierzać w stronę drzwi. Tuż przed progiem, zatrzymał ją jednak ten sam zapity głos Ambrose'a. 
  - Chodź.
   Tara odwróciła się powoli, by ujrzeć Ambrose'a, ściągającego z siebie koc i przesuwającego się głęboko na skraj łóżka, tuż przy ściane. Przez chwilę nie do końca rozumiała zachowanie Deana, jednak po paru sekundach wydedukowała, do czego zmierza. I wydało jej się równie głupie, co niestosowne w ich sytuacji. 
   - No chyba nie sądzisz, że położę się...
   - Och, przestań pierdolić, błagam. Oboje potrzebujemy trochę rozluźnienia, ty jutro masz swoją pierwszą galę, a ja walkę, od której zależą losy mojego brandu. Do tego straciłem pas. Jest mi wszystko jedno - odparł jej, beznamiętnym tonem. Szybko zauważył jej niepewny wzrok. - Daj spokój, to tylko sen, nie mam zamiaru cię przelecieć. Z resztą, nawet jakbym chciał, jestem tak przybity, że nawet nie byłbym w stanie.
   Wypowiedź Ambrose'a była idiotyczna i miała w sobie zero logiki. A jednak, coś w środku podkusiło Tarę, by zgodziła się. Nie mówiąc nic, podeszła do łóżka Ambrose'a i starając się zachować dystans, o ile w takiej sytuacji to możliwe, położyła się tuż obok chłopaka. Ambrose zarzucił na nich obu koc i zapanowała grobowa cisza.
   Tara niemal słyszała swój oddech, na karku czując dyszenie Ambrose'a. Tak bardzo chciała nie czuć ciepła jego ciała. Nie dotykać swoimi łopatkami jego klatki piersiowej, nie widzieć jego rąk tak blisko swojego ciała. Ale nie była w stanie. Wąchała jego zapach, myśląc tylko o tym, by w końcu iść spać. Ta cisza mordowała ją, mimo iż wstyd było jej przyznać, że ta sytuacja wcale nie była dla niej niekomfortowa.
   Nagle coś... coś pękło. Umięśniona ręka Amborse'a owinęła się wokół jej talii, a jego silna ręka utkwiła na jej brzuchu. Tara czuła wręcz, jak skóra Ambrose'a płonie. Nie do końca wiedziała, co ma robić. Zdrowy rozsądek kazał jej odepchnąć od siebie Ambrose'a i wrócić do pokoju, ale miał on mniejszościową władzę nad jej działaniami. Tara nie wiedzieć czemu, objęła mocno rękę Ambrose'a.
   Gdy Ambrose wbił brodę w jej obojczyk, cały jej umysł krzyczał, ale ciało robiło swoje. Tara ani na chwilę nie kazała mu przestać, czy się uspokoić. Ciepło jego ciała ogrzewało ją od zewnątrz. 
   Gdy jednak Ambrose położył swoją dłoń na jej udzie, zdrowy rozsądek doszedł w końcu do głosu, pozwalając jej zapobiec zbliżającej się tragedii.
   - Ambrose, co ty, do cholery, robisz?! - rzuciła ostro w jego stronę.
   Reakcja chłopaka była niemal momentalna. Ciepłe ręce natychmiastowo odsunęły się od jej ciała, tak jak i cała osoba Ambrose'a, nie dotykała jej już wcale. Tarę owiał chłód i dziwne uczucie... zawodu. 
   - Zapomnij o tym - odpowiedział, by już pochwili obrócić się do niej tyłem i zasnąć.
   Tara długo jeszcze nie mogła spać, nie zdając sobie sprawy z tego, że tuż obok niej, druga osoba również nie śpi, gryząc się zaistniałą sytuacją.

   Eve poczuła z całą mocą, co oznacza być divą WWE dopiero, gdy weszła na rampę na swoim pierwszym PPV. Nawet nie zwracała uwagi na nijaką reakcję fanów, by nie psuć sobie tego pięknego momentu. 
   Wdychała głeboko powietrze w płuca, by nie zemdleć z nadmiaru emocji. Piękna sprawa, naprawdę piękna. Czuła się, jakby robiła krok milowy w swojej karierze, której ścieżek z resztą, gdyby nie przypadek, nigdy by tak nie poprowadziła.  
   Ludzi było tu multum. O wiele, wiele więcej, niż na zwykłych tygodniówkach. Ze zdziwieniem przyuważała, że większość z nich ma ze sobą gadżety The New Day. Pełno było tu plakatów Punka, czy Becky. Ale ani jednego ich plakatu. Nic dziwnego, dalej były dosyć nowe, a kobietom więcej trzeba było, żeby się wypromować. 
   Sam fakt, że oglądają ją w telewizji miliony ludzi, dotarł do niej dopiero teraz, gdy przestąpywała przez liny ringu na Battleground. Jej umysł już wybiegał w przyszłość, marząc o tym, co wydarzy się na gali tak wielkiej, jak SummerSlam za miesiąc. Siłami przytrzymywała swoją fantazję na wodzy, by teraz móc spokojnie stąpać pewnie po ringu, myśląc o dzisiejszej walce.
   Gdy już zaprezentowały się razem z Tarą raczej średnio podekscytowanej widowni, basowe dźwięki muzyki The Boss rozległy się po sali, tworząc ogromny szum na widowni. Sasha wyszła na rampę, pławiąc się w uwielbieniu fanów. Zbierała chyba najlepszą reakcję z kobiecej dywizji. Banks stanęła na ringu, zdejmując z siebie zamaszystym ruchem kurtkę, naszyjnik i duże pierścionki. Nie mówiąc nic, tylko patrząc się wyzwańczo w stronę wejścia na backstage stanęła po przeciwnej stronie ringu.
   Boże, czym mnie jeszcze zadziwisz?! Wrzasnęła Eveline w myślach, już po usłyszeniu pierwszych nut dobrze znanego jej theme songu. Na rampie pojawiła się średniego wzrostu kobieta, w za luźnych bojówkach ukazujących ludzkości jej bieliznę, oraz krótkiej, wyraźnie za małej podkoszulce. Jej czerwone włosy latały teraz wszędzie wokół niej, pod wpływem dynamicznych ruchów głowy.
   Skąd ona wytrzasnęła Litę?! Przecież ona już nie walczy!
   Lita wbiegła na ring, prezentując się przed dostającymi spazmów z ekscytacji fanami. Wszyscy byli wyraźnie zachęceni perspektywą kolejnej i może i ostatniej walki Lity. Po zejściu z narożnika, czerwonowłosa przywitała się z Sashą krótkim uściskiem, by następnie wbić płomienne spojrzenie w Eveline i Tarę. Eve odruchowo przełknęła głośno ślinę.
   - Rozpoczynający się, to klasyczny mecz drużynowy dywizji kobiecej! - zaczęła Jojo swoim entuzjastycznym głosem. - W prawym narożniku z Bostonu, Massechussets, Sasha Banks! I jej drużynowa partnerka, królowa ekstremy z Fort Lauderdare na Florydzie, LITA! - To, jak w tym momencie szalał tłum, było nie do opisania. - W lewym narożniku, debiutujące na gali PPV, z Detroit, Illinois, The Apocalypse i Zoe Crush, The Bloody Violence. 
   Zaraz gdy Jojo zeszła z ringu, dźwięk dzwonka oznajmił Eve, że walka się zaczęła. 
   Tak, jak się umówiły, zaczynała Tara, ich przeciwniczki postawiły na Sashę, zostawiając Litę póki co w narożniku.
   Na początku obie dziewczyny próbowały przejąć kontrolę nad walką, starając się unieruchomić przeciwniczkę. Trwało kilka sekund, zanim Tarze udało się złapać The Boss za nadgarstek i za pomocą prostej dźwigni rzucić nią o matę. Sasha nie wydała się tym jednak mocno zraniona, bowiem była w stanie dynamicznie obrócić się, tym samym podcinając Tarę. Brunetka wywróciła się, upadając nogami na Sashę, co różowowłosa szybko wykorzystała, zaczynając znęcać się nad prawym kolanem Tary. Jedno uderzenie, drugie, kopniak, naciągnięcie, było tego za dużo, by to spamiętać.
   Widząc cierpiącą z powodu bólu kolana przyjaciółkę, Eveline wciąż krzyczała w jej stronę, wychylając się, jak tylko mogła najbardziej, by Tara mogła zrobić zmianę. Nie wyglądało jednak na to, by do zmiany naprawdę miało dojść. Tara nie była w stanie wyprostować kolana. Boss tymczasem zgrabnym ruchem, niby to robiąc przewrót wbiła kolana w brzuch Tary. Nie pomyślała jednak o miejscu, w którym wyląduje i wstając z powrotem na nogi, nabiła się prosto na pięść Eveline. Sędzia krzyknął coś, ale postanowił nie reagować. 
   Tara , korzystając z chwilowego braku równowagi Sashy, złapała dziewczynę pod brzuchem i zagarnęła mocno, wykonując roll up. Raz, dwa... Lita przerwała odliczanie, wpadając pomiędzy Tarę i Sashę. Eveline właśnie wybiegała jej na spotkanie, jednak, gdy Lita zobaczyła zamiary Eve, szybko cofnęła się za swój narożnik.
   Tymczasie Tarze udało się wykonać Tag, a Eveline z dzikością zwierzęcia wtargnęła na ring, w ostatnim momencie łapiąc Sashę za stopę i odciągając ją od narożnika, w którym znajdowała się Lita. Obracając Sashę na plecy, wykonała mocne uderzenie łokciem w twarz różowowłosej. Jednak chroniąc się przed kolejnym przykryciem, Sasha wstała szybko do pozycji siedzącej. Eveline schylała się właśnie, by złapać Banks za włosy i pociągnąć ją do góry, jednak Boss okazała się być sprytniejsza, uderzając swoim czołem w brodę Eve, na co dziewczyna odleciała parę kroków w tył. Sashy udało się doskoczyć do narożnika, wykonując wymianę. 
   Na ring, ku uciesze widowni wkroczyła Lita. Szybko okazało się, że pomimo swoich czterdziestu lat, wciąż ma świetną formę. Atakując Eveline mocnym clothesline'em z wysokoku niemal od razu wbiła blondynkę w ziemię. Schyliła się ku niej i zaczęła uderzać w twarz pięściami. Eveline czuła jak ciepło zmieszane z bólem krąży po jej czaszce. Słyszała też Tarę, już gotową do dalszej walki, wyczekującą jej w narożniku. 
   Udało jej się przerwać serię uderzeń, zaplątując technicznie swoje nogi w nogi Lity, wykonując bardzo prostą dźwignię. Dźwignię, którą Lita musiała już znać, bowiem bardzo szybko udało jej się z niej wydostać, oddając Eveline pięknym za nadobne, czyli kopniakiem w twarz. Eve znów padła jak długa na matę, widząc przez ledwo otwarte oczy, jak Lita wspina się na najwyższą z lin, by wykonać swój popisowy ruch. W ostatnim momencie udało jej się zwlec z docelowego kawałka maty, sprawiając, że kobieta zaryła mocno o ziemię. 
   Korzystając z chwilowej niedyspozycji Królowej Ekstremy, Eve wykonała szybki tag.  Tara rzuciła się na Litę, kopiąc ją po odsłoniętych żebrach, Lita złapała za kostkę brunetki i zamaszystym ruchem sprawiła, że Tara nieprzyjemnie nadziała się na liny, upadając na ziemię. Raz...Tara odbiła się niemal automatycznie, słysząc odliczanie sędziego. Wstała na nogi w tym samym momencie, w jakim zrobiła to Lita.
   Zaczęła się wojna na płaskie uderzenia, w której wydawać by się mogło, że to Lita jest górą, jednak, po którymś z uderzeń, Tara zrobiła szybki unik, wchodząc Licie za plecy i zapinając silny uścisk. Już po chwili czerwonowłosa leżała na macie, rozłożona pięknym suplexem. Tara rzuciła się do wcześniej zranionej przez Eveline nogi Lity i zrobiła na niej kolejną dźwignię. Ból widoczny w mimice twarzy Lity był aż namacalny.
   Kiedy Eveline była już pewna, że Lita odklepie, ta resztą sił dopchała się do lin, łapiąc jedną zawzięcie. Sędzia odciągnął Tarę od Lity, przerywając uścisk. Tara zamierzała wrócić do czerwonowłosej, jednak ta zrobiła ten sam ruch, co parę minut temu, boleśnie napychajac brunetkę na liny. W tym czasie szybko uskoczyła, znów wymieniając się z Sashą. Sasha wykonała parę kopnięć, by wykorzystać chwilę dezorientacji i rzucić się Tarze na plecy. Banks statement. Eveline aż bolał widok nienaturalnie wygiętej szyi Tary. Dziewczyna zaczęła już unosić rękę, długo już nie wytrzyma. 
   Eve nie mogła na to pozwolić. Wbiegła na ring, szybko przerywając dźwignię, tym samym ratując swoją przyjaciółkę. Szybko jednak wróciła na ring, widząc czołgającą się w stronę narożnika Tarę.Przyjęła wymianę i wskoczyła prosto na The Boss silnym kopniakiem z kolana w głowę. Sasha ledwo utrzymała się na nogach. Eve złapała ją za szyję i nabiła jej głowę na swoje ramię. Gdy Sasha już upadła, Eveline runęła na nią całym swoim ciężarem. Raz, dwa.. coś ciężkiego rzuciło się na obie, przerywając odliczanie. Oczywiście, była to Lita. 
   Tym razem Tara nie wytrzymała i wbiegła na ring, łapiąc Królową Ekstremy za włosy i z impetem wyrzucając ją poza ring. Zdezorientowana sytuacją Sasha podeszła do lin, by zobaczyć, co dzieję się poza ringiem. Tara zakładała właśnie licie piękne duszenie spod pachy. Eveline, widząc, że Tara odwróciła się do niej tyłem, szybko skoczyła i wykonała drop kick w tył głowy różowowłosej. Gdy ta padła na ziemię, blondynka szybko wspięła się na jeden z narożników, modląc sie, by nie spaprać swojego finishera. Udało się. Shooting star press uderzyło w Sashę całą mocą. Eve podniosła jedną z nóg Banks do góry. Cały czas męczona przez Tarę Lita nie mogła pomóc swojej partnerce. Raz, dwa, trzy!
Udało się! 

--*--
Nie mam siły się rozpisywać, więc powiem tylko, że następny rozdział pojawi się w sobotę.
  

8 komentarzy:

  1. Whaaaaaaat the hell?!?!?! LITA!! ZWYCIĘSTWO!!!!! Dear, co tu się dzieje?!?!?
    Czyżby Apocarose miało jednak stać się prawdziwe?
    O rany, ale szok! Nie spodziewałam się takiej dawki emocji w tym wpisie. Samego wpisu się nie spodziewałam. Jestem w pozytywnym szoku!
    Rozdział był super, nie ważne, że taki krótki. Już się nie mogę doczekać co się stanie po zwycięstwie Bloody Violence

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeee????!!!!
    ........
    Wait, wait , wait. What ?! Lita?!!! No to mnie zaskoczyło. Byłam pewna że będzie Bayley.
    Apocarose jak widzę się rozwija. To było takie słodkie i smutne zarazem. Oboje spragnieni towarzystwa, a potem takie och! Nie umiem nazwać.

    Wiedziałam że the Bloody Violence wygra. Skąd? Po prostu.
    A tak w ogóle oglądalaś wczorajsze Monday Night Raw? Ja po obejrzeniu przestałam lubić Zayna.
    oOOOO IS A BIG SHOW,!!!! O my goodness. Taki powrót przed Royal Rumble.
    Sasha Banks tak pięknie udając kontuzjowaną w taki efektowny sposób pokazała Nai Jax gdzie jej miejsce.
    Czy ciebie też wkurza Alicia Fox i te jej gierki, kiedyś była znośna. Ehhh, no comment

    Dobra, ale się rozpisalam nawet jak na mnie xD . Czekam na twoją kolejna notkę i tak samo na niedzielę i PPV.
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bayley by była zbyt przewidywalna :P
      Nie lubię Big Showa:/

      Usuń
  3. Hej to już druga sobota a tu dalej nic, kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z braku czasu przed Royal Rumble rozdział pojawi się w poniedziałek :/

      Usuń
  4. Cześć, ja znowu w innej sprawie XD
    Nie znalazłam spamu, więc nie miałam jak Cię poinformować o komentarzu ma Szarym Forcie ^^ No nic, mam nadzieję, że nie obrazisz sie za robienie tego całego bałaganu pod Twoim postem... 🙈

    OdpowiedzUsuń

Witaj wierny fanie WWE. Jeśli udało Ci się przebrnąć przez moje wypociny, tu możesz wyładować na mnie swoją frustrację za niszczenie tej pięknej dziedziny sztuki jaką jest literatura :)

Template by Elmo